Dzieło stworzenia

Go down

Dzieło stworzenia

Pisanie by Vann on Nie Lut 09, 2014 7:53 pm




Na początku był inny świat.

Jenhyvir, Ojciec Jedyny, zamieszkiwał samotnie ogromną krainę o wielu kontynentach, nieskończenie wielkim morzu, zdominowaną w całości przez naturę; przechadzał się na co dzień pod ogromnymi konarami, a gdy jego stopa spoczęła na kępce trawy, owa rozkwitała i w boski dzień później w tym miejscu wyrastał dąb, sto razy większy niźli wszystkie inne go otaczające. Nie był jednak sam w tym świecie; wszelkie stworzenia naziemne były dobre i wychwalały go, jednak w niebiosach żyły, oprócz istot dobrych, również złe. Należały do nich Tethra'aellia - smoki dobre i Vrytha'aellia - smoki dumne - prócz nich były ptaki, neutralne gryfy i bestie zwane Vryylhvorami - przypominające nieżyjące smoki potwory o gnijących wnętrznościach i pięciu parach skrzydeł, które stadami polowały na Tethra'aellia, niszcząc przy tym gniazda smoków dumnych, poniekąd jednak będąc wobec nich mniej wrogimi.

Taki był cykl. Smoki dobre rodzą się i giną, smoki dumne rozwijają z dnia na dzień swoje magiczne zdolności, reszta stworzeń walczy w świecie, aby przetrwać - tylko Jenhyvir wyrywał się z tego błędnego koła, a wszystkie stworzenia, które go odwiedziły, zaznawały szczęścia i wiecznego życia, jeśli żyły według jego trudnych nauk.

Był też Ijlovyr.

Pod Emmandor Mevthiris, Ziemią Stworzoną, spoczywała głębia nieoświetlona przez Ninnaron, gwiazdę świecącą nad pradawnymi kontynentami. Otchłań owa nosiła nazwę Pevvara Olyathri, co znaczy Czeluść Olyathri - być może istniało niegdyś tłumaczenie tej nazwy, ale zostało zapomniane; najprawdopodobniej po prostu chciano o nim zapomnieć. Do tego miejsca odsyłane były dusze wszystkich stworzeń które nie postępowały według nauk Jehnyvira. Ten był bowiem nieśmiertelny, tak samo wszystkie istoty, które za nim szły. W tym ciemnym, mrocznym miejscu, w którym chęć do życia ustępowała miejsca ostatecznemu spaczeniu, starości, nienaturalnemu bytowaniu i zastąpieniu Ninnaronu przez żałosny Sessovredh - kulę ognia unoszącą się nad tym miejscem, tak zimną, że smoki, które jej dotknęły własnym oddechem zmieniały się w słupy lodu, aby nigdy już nie polecieć; rozbijały się w samym dole o nieskończoną głębię, aż w końcu zmieniały się w miliardy lodowych kryształków, aby już od zawsze w każdej swojej maleńkiej cząstce odczuwać ból tego uderzenia i zimno Sessovredh.

I Ijlovyr śmiał się, mogąc na to patrzeć.

Owa istota nie jest do końca zdefiniowana; wiemy teraz, że tak, jak Jenhyvir, po uzyskaniu nauk od Orodhri, była nieśmiertelna i nie imał jej się czas. Stanowiła jego antytezę, lecz, jak on sam, nie była pierwszym stwórcą. Od zawsze istniał świat, choć w innej formie; lecz to świat i natura zrodziły pierwsze istoty, które stanowiły jej esencję. Natura następnie oddała im swego pradawnego ducha, widząc, że są idealne - przypuszcza się, że Ijlovyr stanowił ducha drapieżników Vryylhvorów, ale także wszelkiej materii wrogiej.

Wszystko trwało do czasu, aż Jenhyvir wraz ze swoim orszakiem stawił się na krawędzi Czeluści Olyathri, chcąc, w swoim nieskończonym dobru, zaproponować Ijlovyrowi dołączenie do tegoż. Zdawało się, że światło Ninnaronu zeszło do otchłani wraz z nim, bo umęczone, zmuszane do ciągłego lotu istoty, z których niektóre miały i po miliony lat, wzlatywały do niego i spoczywały w powietrzu jak na ziemi; wtedy zaś zmarszczki czasu ustępowały i pokazywały się w dawnej gracji. Rozwścieczony tym Ijlovyr, widząc, że jego przedstawienie zakończyło się na chwilę, w swej ignorancji strącił Jenhyvira z ziemi i wrzucił go do otchłani.

W trakcie swego upadku, Jenhyvir uniósł dłoń i jednym tym gestem rozświetlił całą głębinę, wypalając potworowi z Olyathri oczy; mówi się, że jego krzyk był tak potworny, że po usłyszeniu go najgłębsza głębia zaczęła truchleć. Jednak, w trakcie swojego upadku, Jenhyvir nie mógł nic już zrobić - spadał więc w nieskończoność, ale jednym swym gestem zniszczył skalną warstwę dzielącą Ninnaron i Sessovredh; wtedy kula ognia rozpierzchła się, pozostawiając po sobie jedynie gorący dym.

Wraz z Jenhyvirem w otchłań spadły więc wszystkie istoty, bo nie miały ziemi, na której mogłyby przysiąść; drapieżnicy pikowali w otchłań, wpadała w nią woda, a w samej jej ostatecznej głębi lśniła czerń o nieskończonej mocy. W chwili, gdy dotknął jej upadający Jenhyvir, a upadek ten trwał millenia, wszystko ustało.

Od tego czasu mówi się o Jenhyvirze jako o kreatorze; jego serce wypełniła gorycz i cierpienie po utraceniu swoich przyjaciół i nierzadko swoich dzieł; nie było już świata wessanego wraz z Ojcem Jedynym do głębi. Nie było Ijlovyra; to on bowiem stanowił czarny budulec otaczający stwórcę, w którym ów brodził. Aby więc ograniczyć jego siłę, Ojciec rozdzielił świat na wodę i niebo; nie odtworzył starych dzieł, wiedział bowiem, że będą na nich leżały skazy z miliardów lat cierpień. Stworzył więc nowe na uformowanej przez siebie wyspie Erbhun; wszelki materiał pozostały z tworzenia jej rzucił na wszystkie strony świata, a z niego powstały kontynenty. Jenhyvir stworzył potem Orodhri, Rasę Wybraną, swoich pierwszych synów, których nauczał i pomiędzy którymi chodził, a oni w zamian za to składali mu hołd. I ukochał ich on; dał im wiele generacji długowiecznych Orodhri później nowych braci, Veehrebów. Jednak, bowiem jego serce wypełniała gorycz i cierpienie, niemożliwy do wykorzenienia smutek, pewnego dnia po prostu zszedł wgłąb najniżej położonej podmorskiej doliny, gdzie zasnął w wiecznym śnie, gotów do przebudzenia jedynie na swą własną chęć. Przed tym rozrzucił po całym świecie ziarno swego stworzenia, z którego wykluły się wszystkie inne rasy, a wiele nie zostało jeszcze z owych ziaren przebudzonych.

Tak oto miało się dzieło stworzenia od życia do odejścia Jenhyvira.
Vann
Vann

Liczba postów : 148
Join date : 01/02/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach