Klacz z Wełnianego Lasu

Go down

Klacz z Wełnianego Lasu

Pisanie by Vann on Sro Lut 05, 2014 11:05 am



Aethyrylle vot Reyllanoidrha


Tysiące generacji temu, za czasów dziadów praojców wszystkich klanów, ledwie kilka księżyców po tym, gdy Jenhyvir pozostawił ludzi obok Orodhri na Erbhun - wyspie szczęścia i nadziei, raju na Tivarze - z córek i synów Ojca Jedynego narodziła się blado-kasztanowa klacz. Żyjący tam Veehrebowie, ludzie wysocy, dumni i szczęśliwi, którzy zwykli nazywać wszystko, co zostało im dane, nazwali ją Reavela - co miało znaczyć nie mniej, ni więcej, niźli "Ukazana". Wywodziła się ona od plemienia Vaarathi, nazwanego w czasach późniejszych plemieniem końskim - w języku Ehreebthi zaś znaczyło to "Szybkonodzy".

Jako jeden z darów od Ojca Jedynego, klacz przyjęta została z wielkim entuzjazmem. Od samego początku wychowywana była przez przyjaznych Vaarathi ludzi, którzy zadbali o odpowiednią ilość pożywienia i wody dla całego plemienia, dbając jednocześnie o ich bezpieczeństwo. Nie było z nimi wtedy Orodhri; ludzi błądzili, choć mili Jenhyvirowi, nie do przyjęcia dla swoich starszych kuzynów. Pozostawieni byli więc sami sobie, bez przyjaznej rady. Tak więc, kiedy owo zwierzę podrosło, ukazały się jego wyjątkowe cechy, które wystraszyły ludzi - błękitne w błękicie, niczym niebo w najbardziej pogodny dzień, oczy; bardzo długie nogi z twardymi i zimnymi jak granit kopytami; grzywa lśniąca nawet za dnia światłem księżyca; i w końcu umaszczenie, w którym wręcz odbijały się twarze tych,  którzy spojrzeli na owo zwierzę.

Właściwie, to nie byłoby w tym nic nadnaturalnego, bo ludzie nie pojęli jeszcze wszystkich darów Jenhyvira i wiele potrafiło ich zaskoczyć. Problem dla nich stanowiło to, że w przeciwieństwie do inteligentnych Vaarathi, którymi się zajmowali, klacz ta była obdarzona wręcz niebywałym geniuszem - potrafiła doradzać ludziom w pracach, rżąc i wskazując przedmiot swojego zainteresowania pyskiem. Była przy tym bardzo umięśniona, wysoka i aktywna, nie bała się więc pracy, w której ludzie stronili od wykorzystywania swoich podopiecznych. Szybko więc wzbudziła zainteresowanie druidów, którzy podjęli w jej sprawie wiążące i tragiczne decyzje.

Ukazana, tak pomocna ludziom, została uznana za wyłączny dar Ojca dla ludzi - przyznano jej więc rolę klaczy rozpłodowej. Nie było to dla niej zajęcie jakkolwiek przynoszące szczęście - wielu ludzi podzielało jej smutne spojrzenie, uważając, że to profanacja przyznanego im daru, daru tak inteligentnego zwierzęcia. Dopiero po trzech miotach, gdy urodziło się wiele podobnych do niej samej źrebiąt, w sile i zdrowiu, kilku oportunistów z kręgu ehiredi zdecydowało się na działanie - w ciągu dnia, dokładnie o południu, wykradziono klacz i stado jej źrebiąt i ukryto w głębiach Wełnianego Lasu, zamieszkiwanej przez wielkie, polujące na jelenie pająki i Orodhri puszczy. Tam przekazano je jednemu z najstarszych Niewzruszonych, który miał pamiętać spotkanie z samym Jenhyvirem; jego imię było zbyt trudne do wypowiedzenia dla ludzi, więc nazwano go Havrytthyr va Jenhyvir, czyli, zwyczajnie, "Wilczy Pazur od Jenhyvira". Cechowała go przenikliwość umysłu, a gdy ludzie weszli do obozu Orodhri z Vaarathi, natychmiast powitał ich przyjaznym, znanym sobie gestem. Uznali to za dar od ludzi, wspaniały dar od Ojca, który miał im służyć po wieczne czasy; tak oto, choć druidzi z kręgu, którzy porwali klacz i kilka jej odsadków zostali wygnani, tak Niewzruszeni ocieplili swoje kontakty z ludźmi, zaczęli ich odwiedzać i udzielać im rad. Tymczasem, rozwijające się stadko Reaveli stało się częścią wyjątkowego stada tutejszych, a nowo-powstałe końskie plemię nazwano "Aatrevali", czyli Nowo-odkrytymi.





Dziesiątki pokoleń później, Veehrebowie upodobnili się mocno do Orodhri i od tego czasu zaczęli nazywać się Ehreebczykami. Cóż, nie był to konkretny moment - trwało to kilkanaście lat, lecz przełomowe były chwile, gdy pierwsze łodzie ludzi żądnych odkryć wypływały na zachód z wyspy Erbhun. Otrzymali wtedy w darze od Orodhri nie zwykłe konie, o których mówiły ich legendy - konie o blado-kasztanowym umaszczeniu i grzywie lśniącej światłem księżyca...

Z owych koni, ludzie stworzyli swoje pierwsze stadniny. Niestety, żaden z nich nie posiadał takiej inteligencji, którą opisują dawne mity o Ukazanej. Zwierzęta te jednak były skore do pracy, wyuczone, bardzo płodne i rodzinne - zostały więc ciepło przyjęte przez ludzi, którzy swoje stare stada potracili w bezmyślny sposób. Wraz z tym darem, Niewzruszeni, choć pomiędzy nimi i ludźmi zdarzały się i konflikty zbrojne, nauczyli ich czego tylko potrafili o sztuce hodowli koni. Gdy Ehreebczycy dopłynęli do brzegów Solii, nazywanej wtedy przez nich "Jenhyrradem", czyli "Ziemią Ojca", zasiedlili tamtejsze ziemie, a ze swoich stad z Erbhun utworzyli nowe, w dzisiejszym havforze Arraleune. Przez tyle lat i przez lata bycia sługą, acz nie niewolnikiem Cesarstwa Solii, konie te straciły swoje pradawne cechy, o których mówiły podania - można jednak takie spotkać na wyspie Erbhun, żyjące dziko i przyjaźniące się tylko z ludźmi o zielonych oczach i Orodhri.

Lecz kto wie, co drzemie ukryte w koniach z Arraleune i z klanatu? Na pewno były one zaczątkiem przymierza; tego, które dało ludziom światło umysłu i otworzyło im oczy na potęgę natury.
Vann
Vann

Liczba postów : 148
Join date : 01/02/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach